Idź na studia
List motywacyjny, który zapewnił mi miejsce w najlepszej uczelni humanistycznej w kraju
30 Dec 2017
Mówiłam z zaskakującą jasnością. Kłóciliśmy się o coś politycznego, a może o jakiegoś naszego rodzinnego przyjaciela? Nie pamiętam. Ale wyraźnie pamiętam oczy mojej matki spoczywające na mnie, z małym uśmiechem rozbawienia na jej znajomej twarzy.
Dobrzy rodzice są dla swoich dzieci jak dobroczynni bogowie. Zdecydowanie wierzyłam w to o moich własnych. Moi rodzice dali mi dom. Wierzyłam w nich; że chcieli dla mnie tego, co najlepsze. Z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że jako dziecko nie potrafiłam sobie wyobrazić, że moi rodzice mogą się mylić. Przyjęłam ich imigranckie, niezasymilowane polskie perspektywy i traktowałam je jak swoje własne.
Spędziłam każdą sobotę przez ostatnie 12 lat szkolnych, ucząc się w polskiej szkole uzupełniającej. Język jest fleksyjny, a jego zasady są nieregularne. Mówiłam nim dobrze, w przeciwieństwie do moich rówieśników, których rodzice porzucili swoją kulturę, zasymilowali się i dołączyli do wyścigu za amerykańskim snem. Moja rodzina i ja patrzyliśmy, jak inni zyskują, podczas gdy my sami tkwiliśmy w miejscu. Czułam się zraniona. Wydawało się, że tradycja nas powstrzymuje.
A jednak, czy to naprawdę było takie złe? Moja rodzina zawsze utrzymywała tradycyjny, polski dom: dom, który jest nacjonalistyczny, zżyty i trzyma się swoich zasad. Nauczono mnie, że patriotyzm to mój priorytet numer jeden; że ponieważ jestem Polką, jestem wyjątkowa. Choć przyznaję, że to etnocentryczne, dawało mi poczucie przynależności, którego nigdzie indziej nie mogłam znaleźć. Widzę w tym ogromną wartość, w tradycjach, które zachowujemy z tego powodu. Utrata naszych tradycji nieuchronnie usunęłaby naszą bliskość. Jednak wszystko wydawało się wymuszone i sztuczne; poza naszym patriotyzmem, nie mieliśmy nic wspólnego, i zastanawiałam się, czy jest coś więcej. Wiedziałam, że te idee nie były organicznie moje.
Pomimo tego wpływu, gdy nieuchronnie stykam się z nowymi ideami, instynktownie wybieram, by się sprzeciwić, zapytać dlaczego i uczyć się. Urodziłam się w Nowym Jorku, miejscu progresywnego liberalizmu, które skupia się na indywidualności i ekspresji siebie. Miasto jest pełne ludzi innych niż ja: ludzi, którzy mogą mi powiedzieć, że się mylę. Jest pełne artystów— nie tylko artystów wizualnych, ale twórców, pokazujących swoje nieskończenie różnorodne perspektywy— i ci artyści zmienili mnie, i uczynili mnie artystką, samą w sobie, stawiającą na pierwszym miejscu jednostkę, ponieważ widzę ogromną wartość w dzieleniu się i widzeniu perspektywy. Obecnie czerpię ogromną radość z słuchania, co ludzie mają do powiedzenia na podstawie swoich doświadczeń i ich interpretacji.
Lato, które spędziłam na stażu w Parlamencie Europejskim, ujawniło mi niuanse Unii Europejskiej. W domu z rodzicami eurosceptycyzm był wyraźny, a propozycja, że kiedyś przeciwnicy mogą współpracować dzięki komunikacji i zaufaniu, wydawała się absurdalna. A jednak znalazłam się w tym świecie: światowi liderzy rozmawiający swobodnie, niebojący się niezgody i dyskusji. Żyli bez kulturowych ograniczeń, i zdałam sobie sprawę, że wkrótce znajdę się w akademickiej stołówce równie zróżnicowanej, jeśli nie bardziej, niż ta, pełnej opinii innych niż moje. Byłam pocieszona taktownością sytuacji przede mną i zdecydowałam, że mogę i będę to odzwierciedlać w moich przyszłych interakcjach.
Chcę mieć wolną wolę i możliwość wyboru. Aby to mieć, nauczyłam się, że muszę być plastyczna i eksploracyjna. Moje tradycje mają wartość, ale porzuciłam to najwyższe oddanie, które mi wpajano. Teraz czuję pragnienie, by rzucić się w morze tego, co różni się ode mnie, aby móc się uczyć, rozwijać i być wystawioną na piękno i złożoność świata. Patrzę na moją matkę, chichoczę i mówię: „Słyszę, co mówisz, mamo, ale osobiście się nie zgadzam.” Ciepłe światło lampy sufitowej wieczorem jest kojące, i czuję się usatysfakcjonowana moim dyplomatycznym stwierdzeniem sprzeciwu.
