Subscribe to my mailing list!

„Biali Ludzie Nie Mają Kultury”

Post na blogu o byciu niewidoczną mniejszością

Wierzcie lub nie, mówię tak, jak piszę. Przyznaję, że z racji tego, że piszę, moje myśli są bardziej wyrafinowane i precyzyjne, ale sposób, w jaki je wyrażam, odzwierciedla moją pretensjonalną rozwlekłość i długie zdania. Za to obwiniam moje wielojęzyczne wychowanie, mówiąc wyłącznie po polsku w domu, po angielsku wśród przyjaciół i ucząc się łaciny przez wszystkie cztery lata liceum. Czasami sposób, w jaki wymawiam słowa, też jest dziwny, ponieważ jako dziecko, będąc nieśmiałą, spędzałam więcej czasu na czytaniu niż na mówieniu. Wielu moich polskojęzycznych przyjaciół ma akcenty lub dziwne nawyki językowe, nawet jeśli całe życie spędzili w Stanach Zjednoczonych. Ja też. Chociaż nie mówię często o mojej etniczności na mojej stronie, uważam, że w języku i pochodzeniu etnicznym tkwi ogromna siła.

Mam dziwne skłonności i jem dziwne jedzenie. Klaszczę, gdy samolot ląduje, i nakładam ketchup na potrawy, które większość ludzi nigdy by nie rozważała. Codziennie noszę koszulki patriotyczne z Polską z dumy i często ulegam modnym trzem paskom Adidasa. Utrzymuję bezinteresowny rodzaj dzielenia się z przyjaciółmi i rodziną dzięki wzajemności darów, której nauczyła mnie moja kultura (ale przyznaję, że dowiedziałam się, że to się tak nazywa na moich zajęciach ANTH 101). Wierzę w wartość tradycyjnej struktury rodziny i silne wzorce kobiecości i męskości. Chociaż jestem raczej niereligijna, wierzę w wiele wartości nauczanych przez Kościół katolicki. To wszystko z powodu mojego polskiego wychowania.

Kompot to polski napój z gotowanych owoców, którego zapach słodko towarzyszył mi przez całe życie. Jako dziecko czułam, jak unosi się po całym domu z kuchni, i pamiętam, jak podekscytowana biegałam po domu, ślizgając się po zimnych kafelkach w kuchni, i podbiegałam do mamy, która delikatnie mieszała duży garnek na kuchence. Pytałam, czy jest gotowy, a ona kiwała głową, jeśli miałam szczęście, ostrzegając mnie, że jest gorący. Podawała mi kubek ciepłego, różowego, przezroczystego płynu, a ja trzymałam go obiema rękami, biorąc chciwy, ale ostrożny łyk. Słodki napój, zrobiony z truskawek i brzoskwiń, wypełniał mnie kojącym ciepłem. Zapach, do dziś, zawsze mnie przenosi w przeszłość.

Kiedy ktoś krytykuje mój język, wymowę lub nazywa moje jedzenie „dziwacznym”, zazwyczaj nie przywiązuję do tego zbyt dużej wagi. Łatwo byłoby oskarżyć te akty o „ksenofobię”, zwłaszcza wśród kręgów sprawiedliwości społecznej, ale nie wybieram tego, ponieważ rozumiem, że to tylko ignorancja. (Jeśli wątpisz w słuszność mojego twierdzenia, że wyśmiewanie mojej diety jest ksenofobiczne, wyobraź sobie, jak by to wyglądało, gdyby WASP (White Anglo-Saxon Protestant) powiedział swojemu chińsko-amerykańskiemu przyjacielowi: „Twoje jedzenie jest takie dziwne!!”). Nie możesz na mnie spojrzeć i powiedzieć, że jestem mniejszością, zgaduję. Tylko gdy moja cierpliwość się kończy lub gdy mam ochotę na rozmowę, poruszam ich ignorancję, nazywając ją tylko tym: ignorancją. Stamtąd nie jest trudno wspomnieć, że pochodzę z innego pochodzenia etnicznego i diety niż oni, i że powinni pamiętać o wartości próbowania czegoś nowego. Naprawdę nie mam nic przeciwko dzieleniu się moją kulturą: poszerzanie horyzontów jest niezwykle ważne w rozwoju osobistym, i nie mam nic przeciwko uczeniu moich przyjaciół czegoś nowego. W końcu, realistycznie rzecz biorąc, zawsze, gdy rozmawiam z kimkolwiek, mam nadzieję nauczyć się czegoś nowego. Niezależnie od tego, ta zwykła „ciekawostka” jest znacznie bardziej konstruktywna niż oskarżenie o ksenofobię, które Lewica Woke często by zachęcała, zainspirowana Krytyczną Teorią Szkoły Frankfurckiej.

Często wymienianą irytacją na profilach randkowych są osoby, które klaszczą, gdy samolot ląduje — czy twoją irytacją jest ktokolwiek posiadający tradycyjne wartości wielu krajów Europy Wschodniej? Brzmi to dla mnie ksenofobicznie. Grałam z mężczyznami, którzy wyraźnie znajdują się na skrajnej lewicy i identyfikują się z tą irytacją, tylko po to, by sprawdzić, czy uda mi się ich nakłonić do usunięcia tego z ich profili. Byłam niezwykle blisko, zanim zdecydowałam, że zbyt dużo zależy mi na wolności słowa i osobistych preferencjach, by faktycznie narzucać się w taki sposób. Pojęcie mikroagresji jest zbyt irytujące, by je utrwalać, nawet jako żart. Nie obchodzi mnie też, że mężczyźni nie lubią, gdy klaszczę na końcu lotu.

Moja publiczna persona jest obecnie zdecydowanie anty-SJW. Nie chodzi o to, że mam problem z samą sprawiedliwością społeczną, ale bardziej z agresywną kulturą, która ją otacza, i sposobem, w jaki zaczęli wyrządzać wielką krzywdę akademickim uczonym, którzy zainspirowali ich ruch na początku. W tym momencie mam już dość większości ludzi. Myślę, że wielu z nas tak ma. Jest takie polskie powiedzenie: nie mój cyrk, nie moje małpy, które bezpośrednio tłumaczy się na „nie mój cyrk, nie moje małpy”, sugerując, że sytuacja przede mną nie jest moim problemem, ponieważ nie jest w mojej sferze zainteresowania. Nie jest egoistyczne skupiać się na własnych celach i marzeniach: jesteśmy tylko ludźmi, a w naszej naturze leży doskonalenie siebie i naszego życia na przyszłość, przynajmniej tak mnie nauczyli moi rodzice. Gdziekolwiek idziesz, tam jesteś. Ale z drugiej strony, różne uderzenia dla różnych ludzi.

Miałam bardziej postępowych przyjaciół, którzy wybuchali śmiechem, gdy poważnie wspominałam o doświadczaniu własnej formy „ksenofobii”, bo biali ludzie nie mają kultury, prawda? Co za żart. To wszystko cholerny żart. Nie wykonuję aktywnie mojej „polskości” dla Punktów Mniejszości, mimo że grupa była systematycznie uciskana, i tak dalej, i tak dalej, ponieważ nie lubię mieć mentalności ofiary i nie lubię być infantylizowana. Świetliki świecą w ciągu dnia, nawet gdy ich nie widać.

divider