Wpis do Dziennika: Cisza Jagnięcia
Żegnaj, czarna owco! (Może.)
01 Jan 2021
Wiesz, Milczenie owiec to dziwny film. Jest fajny, ale dziwny. Według pewnego bloga, morał filmu jest taki, że “odwaga to zajrzeć w nasze wnętrza i odważyć się dzielić naszym autentycznym ja. Nasze prawdy nas nie zabijają, robią to nasze sekrety.” Nie sądzę, że mam wiele sekretów. Technicznie rzecz biorąc, jestem otwartą książką. A przynajmniej otwartą stroną internetową. I to uczyniło mnie podatną na zranienia. To przerażające. Nie jestem pewna, czy naprawdę mi się to podoba.
To brak wiedzy o tym, kto, jak i z jakiego powodu ludzie wybierają, by zajrzeć na moją stronę. Myślałam o odświeżeniu jej wyglądu w pewnym momencie ostatnio, ale nie mogłam się zmusić, by to zrobić. To było prawie tak, jakbym rekompensowała sobie brak rzeczy do powiedzenia w nowym poście. Ale nawet wtedy, nie mogłam tego dokończyć. Po prostu nie obchodziło mnie to wystarczająco. Nie mam już wiele do powiedzenia na temat polityki czy rządu. To mnóstwo autorytarnego, propagandowego nonsensu po obu stronach, jeśli mnie pytasz. Nieliczne historie, które się wyróżniają, to tylko te dziwne, jednorazowe przypadki związane z autodestrukcyjnym zachowaniem jednostek. To prawdopodobnie dlatego, że te historie jakoś ze mną rezonują: od właściciela baru, który postanowił utrzymać swój biznes otwarty, przez mężczyznę, który postanowił popełnić samobójstwo przez policję, po niedawne bombardowanie w Nashville. Wszystkie te wybory wymagały inicjatywy. Ja jej nie mam. Zamiast tego mam pewną makabryczną fascynację, która prowadzi mnie do zastanawiania się, jakie czynniki doprowadziły do tych wydarzeń.
Wydarzenia, które wymieniłam, nie są bezpośrednio systematyczne. Może w jakiś odległy, oderwany sposób, mogą być, ale ostatecznie były napędzane przez jednostki: jedną konkretną osobę, która wstała i postanowiła coś zrobić. Najwięcej, co mogłabym zrobić, to sprawić, że ta strona się zawali, myślę. Mogłabym po prostu usunąć wszystkie informacje na niej. To byłoby w porządku. I tak za dużo mówię. Zarchiwizowana wersja nadal istniałaby gdzieś w Internecie, ale dostęp do niej wymagałby jednego dodatkowego kroku, którego nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek chciał podjąć. Kogo to obchodzi, w końcu?
Niedawno poznałam mężczyznę, który powiedział, że jego celem w życiu jest nie zostawić śladu na świecie. Może ma rację. Może lepiej jest po prostu milczeć. Być NPC, czy coś. Zbyt wielu ludzi mnie niepokoiło z powodu tej strony. Chyba stworzenie własnej platformy nie było wystarczające. Czy to dlatego ludzie trzymają swoje dzienniki w tajemnicy? Pewnie.
