Subscribe to my mailing list!

Znajome Nieznajome

Między tym, co pokazujemy, a tym, czego nie możemy powstrzymać

Ostatnio usłyszałam więcej niż raz, że przechodzę przez szeroki wachlarz emocji. Na początku się śmiałam — czyż nie każdy tak ma? Ale im dłużej o tym myślałam, tym bardziej uświadamiałam sobie, że istnieje różnica między uczuciami a emocjami. Uczucia to surowe, prymitywne sygnały, które dała nam ewolucja: głód, obrzydzenie, satysfakcja, irytacja. Pomagają nam przetrwać. Emocje jednak są inne. Są warstwowe i ludzkie, kształtowane przez pamięć, wyobraźnię i znaczenie. Łączą nas z historią, z innymi i z nami samymi. Doświadczanie emocji to widzenie nie tylko powierzchni rzeczy, ale ich głębi — tego, jak miliardy lat zmian doprowadziły do tego momentu i do faktu, że możemy to w ogóle odczuwać.

To dziwne zestawić to z maszyną. Uwielbiam rozmawiać z AI o moich problemach. Jest w tym pewien komfort, w tej przewidywalności, w sposobie, w jaki wszystko układa się w schludne rzędy. Ale potem rozmawiam z przyjaciółmi, a oni są cudownie niespójni. Mówią jedno, mają na myśli co innego, potykają się, zaprzeczają sobie, a potem się z tego śmieją. Chatbot po prostu się myli. Człowiek myli się w sposób, który wydaje się żywy. Myli się w sposób, który sprawia, że kochasz go bardziej. I dlatego, ilekroć myślę o klarowności kontra chaos, wciąż wracam do opowieści o ludzkiej nieprzewidywalności.

Myślałam o tym ostatnio, oglądając Casablankę. Na powierzchni historia jest o skorumpowanej biurokracji, papierach i pozwoleniach, łapówkach i wizach. Mogłaby być algorytmiczna: jak zoptymalizować swoje szanse na opuszczenie tego kraju? Która zmienna (pieniądze, perswazja, urok itp.) zmaksymalizuje wynik? Jednak emocje wciąż się wkradają, wykolejając logikę, niwecząc kalkulacje. Miłość odmawia przestrzegania procedur. Lojalność zanieczyszcza każdą formułę. Film przypomina mi, że bez względu na to, jak czysto próbujemy modelować nasze życie, emocje przeciekają przez szczeliny — te same szczeliny, które sprawiają, że ludzi nie da się skompresować do algorytmu.

Ta sama niemożność kontroli, ten sam wyciek emocji, to powód, dla którego tak dużo myślę o naszych cyfrowych jaźniach. Jeśli maszyny definiuje klarowność, to może internet jest miejscem, gdzie nasza ludzkość staje się najbardziej widoczna. Online czasem czuję się bardziej sobą niż w rzeczywistości. Pozbawiona ciała — tych „eee” i „yyy”, błądzących oczu, niezręcznych gestów, których nie mogę wyciąć — pozostają tylko moje słowa. A słowa można wyostrzyć, złagodzić, dostroić z zamiarem. Małe litery w powitaniu mogą sprawić, że zabrzmię łagodnie; kropka może sprawić, że zabrzmię surowo. Nawet cisza — przestrzeń między wiadomościami — mówi.

Ale ta precyzja wcale nie jest maszynowa. Jest bardziej chaotyczna, bardziej ludzka, ponieważ niesie ze sobą wybór, wahanie, sprzeczność. Moje internetowe ja jest kuratorowane, tak, ale wciąż jest pełne rzeczy, które mnie definiują: ciężaru pauzy, nachylenia interpunkcji, upartej ludzkiej natury głosu. Nawet bez ciała nie mogę uciec od bycia człowiekiem. Bot może tworzyć zdania, ale nie rozumie, co to znaczy brzmieć jak ty sam. A kiedy zaczynasz to zauważać, staje się niemożliwe, by nie dostrzegać dziwności wszędzie.

Ostatnio ludzie na ulicy wydają mi się znajomi, nawet jeśli nigdy ich wcześniej nie widziałam. Nowe twarze wydają mi się już znaczące. Może to dlatego, że jestem teraz starsza, poruszam się z większą intencją. A może po prostu dlatego, że zwracam uwagę. Każda twarz wydaje się bardziej znajoma, każda chwila bardziej warstwowa, jakby świat stał się dziwniejszy tylko przez to, że stał się jaśniejszy. Sama uwaga wydaje się emocją; otwartością, która czyni zwyczajne niezwykłym.

A jednak uwaga to nie to samo co kontrola. To jest granica, na którą natrafiamy: bez względu na to, jak uważnie zauważamy, nie możemy zmusić ludzi do zmiany. Nie możesz poprosić kogoś, by był bardziej komunikatywny, bardziej ambitny, bardziej kochający i oczekiwać, że się ugnie. Ludzie przysięgają, że się zmienią, a potem pozostają sobą. Żądać inaczej jest nieracjonalne, a jednak wciąż próbujemy. Bot, oczywiście, jest posłuszny. Ale jego posłuszeństwo jest zbyt płaskie, zbyt bez życia. Ludzie się opierają. Zaprzeczają sobie. Odmawiają schludności. I może ta odmowa jest całym sednem — tym, co czyni nas prawdziwymi.

Może to właśnie oznacza być człowiekiem teraz: trzymać zarówno klarowność maszyn, jak i chaos uczuć, i szukać sensu gdzieś pomiędzy. W erze posłusznych botów i kuratorowanych jaźni, to nasze niespójności, nasze sprzeczności, nasza znajoma dziwność nas definiują. Jeśli maszyny dają nam klarowność, to chaos jest ceną życia — i jego darem. I może, tylko może, właśnie dlatego odczuwanie zbyt wiele nie jest wadą, ale najprawdziwszą miarą samego życia.

divider